This site has limited support for your browser. We recommend switching to Edge, Chrome, Safari, or Firefox.

SUMMER SET: Infinity Pool swimsuit + BAG GIRL bag for 800 PLN! Check it out by adding the products to your cart 🖤

Risk x Zuza Miśko – print Latona i Jelonek

Risk x Zuza Miśko – print Latona i Jelonek

Poznajcie Zuzę Miśko – graficzkę, ilustratorkę, autorkę animacji, projektantkę książek, mistrzynię linorytu. Poprosiłyśmy ją o stworzenie dla Riska printu na temat „Love Letter to Warsaw” – i tak powstał wzór, który łączy w sobie to, co najbardziej lubimy – piękny projekt, miłość do Warszawy i osobistą opowieść.

Skąd inspiracja do printu Latona i Jelonek?

Historia tego printu zaczęła się wiele lat temu, od przypadkowego odkrycia.

Przygotowując artykuł o warszawskim Art Déco, natrafiłam na płaskorzeźbę Jelonek przy ulicy Tamka. Okazało się, że to jedna z nielicznych zachowanych prac Józefa Klukowskiego – rzeźbiarza, który był wujkiem mojej babci. W domu mówiło się o nim po prostu „Wujek Ziutek”, ale jego twórczość była mi prawie nieznana. Większość jego dorobku zaginęła podczas wojny, kiedy zbombardowano rodzinny dom i pracownię. Co jakiś czas pojawiają się jednak kolejne fotografie jego rzeźb. Za każdym razem mam wrażenie, że odkrywam w tych pracach coś bardzo mi bliskiego – podobny sposób patrzenia na naturę i człowieka oraz dążenie do oszczędnej formy.

Print łączy dwie realizacje Klukowskiego – zachowanego Jelonka (w niektórych źródłach nazywanego Danielem) z Tamki oraz Latonę, która przed wojną zdobiła ogródek kawiarni Blikle. To moja własna interpretacja tych motywów, oparta na istniejącej rzeźbie i archiwalnych fotografiach. Przy pracy wykorzystałam również linoryt na temat Jelonka, który wykonałam w 2015 roku.

Co dla Ciebie znaczy opowiedzenie rodzinnej historii w pracy, która trafi na ubrania?

Warszawa nie odsłania swojej historii od razu. Trzeba jej szukać w detalach. Jeśli dzięki kolekcji Riska ktoś zatrzyma się przy Jelonku na Tamce albo zainteresuje się postacią Józefa Klukowskiego, będzie to dla mnie ogromna radość. Nie jest to jednak projekt o nostalgii. Bardziej interesuje mnie to, jak historia powraca w nowych, czasem nieoczywistych formach. Warszawa jest dla mnie miastem, które trzeba opowiadać.

Co najbardziej lubisz w pracy z linorytem?

Z wykształcenia jestem reżyserką animacji, ale od wielu lat fascynuje mnie materialność druku. Najchętniej pracuję w technikach, które narzucają ograniczenia, i w bardzo oszczędnej palecie barw. W linorycie każda linia musi mieć swoje uzasadnienie, a kolor – swoją funkcję. Używam różnych narzędzi, ale nawet kiedy projektuję cyfrowo, punktem wyjścia jest dla mnie analog – faktura, ciężar ręki, gest szkicu. Dlatego zależało mi, żeby ten print wyglądał jak odbity ręcznie.

Czym różniła się praca nad printem dla Riska od innych Twoich artystycznych przygód?

Tym razem punktem wyjścia było istniejące dzieło. Nie chciałam go kopiować ani stylizować. Interesowała mnie interpretacja. To trochę jak w jazzie – standard pozostaje rozpoznawalny, ale każdy muzyk opowiada go po swojemu. Tutaj było podobnie. Zachowałam charakter rzeźb Klukowskiego, ale przeniosłam je do zupełnie innego medium. Kamień zamienił się w tkaninę, a relief w powtarzalny wzór.

Co Cię najbardziej interesuje w projektach, które tworzysz?

Po ponad dwudziestu latach pracy coraz rzadziej myślę o sobie przez pryzmat jednej dyscypliny. Projektuję książki, tworzę identyfikacje wizualne, rysuję, piszę i rozwijam własne projekty. Wszystkie te obszary wzajemnie się przenikają. Najchętniej pracuję z tematami, które łączą obraz z opowieścią. Czasem punktem wyjścia jest literatura, czasem muzyka, historia albo nauka. Lubię, kiedy projekt prowadzi mnie do nowych pytań. Własna praktyka artystyczna jest dla mnie ważna, ale równie dużo satysfakcji daje mi współpraca, bo to właśnie dialog prowadzi do najciekawszych rozwiązań.